niedziela, 25 stycznia 2015

14

 ~~ Zapraszam do czytania~~

_______________________________________________________________________________

~~~POV CAMERON ~~~


Wziąłem Avril i położyłem na kanapie, sam kładąc się obok i  przykrywając nas kocem. Nachyliłem się nad nią i leciutko pocałowałem ją w czoło, po czym wróciłem do wcześniejszej pozycji. Obserwowałem jeszcze chwilę jej spokojną, twarz, po czym sam nie wiedząc kiedy usnąłem wtulony w nią.





[ Weekend]





Wakacje , godzina 8:30 a mój budzik już nie daje mi spokoju. W takich momentach zawsze się zastanawiam, dlaczego ja się na takie coś zgodziłem. Przepraszam, myślę że już pamiętam, jest to spowodowane, przez pewną dziewczynę, którą darzę większym uczuciem. Myślę, że każdy już wie o kim mowa.


Siedzę w kuchni i w spokoju kończę konsumować moje jedzenie.  Po skończeniu tej jakże trudnej czynności, odniosłem  naczynia do zlewu. Już byłem w połowie schodów, kiedy usłyszałem dzwonek mojego telefony, który zostawiłem w kuchni.


- Halo?

- Cameron, kurwa gdzie jesteś?

- Przepraszam, a kto mówi?- jak ja uwielbiam się z nią droczyć

- Cameron, nie żartuj sobie ze mnie, bo jak cię pizne przez ten telefon, to ci się gwiazdki pokażą- czyli jest wkurzona

- No, kochanie, przecież wiesz, że żartuję

- Dobra, mogę wiedzieć, czemu cię jeszcze u mnie nie ma? Przecież ci wczoraj wspominałam, że chcę, żebyś był u mnie wcześniej, prawda?

- Noo, wiem, właśnie miałem wychodzić z domu.

- Dobra, jak nie będzie cię u mnie za 10 minut, jadę na lotnisko, bez ciebie, jasne?

- Jak słońce kotku, zaraz będę-powiedziawszy to cmoknąłem do telefonu i się rozłączyłem.

Pod domem Avril znalazłem się akurat jak wychodziła. Stała do mnie tyłem, więc nie zauważyła jak do niej podchodziłem. Złapałem ją w pasie przyciągając do siebie i cmoknąłem ją w policzek, ona tylko lekko pisnęła i odwróciła się w moją stronę. Spojrzała na mnie gniewnym wzrokiem i powiedziała.

- Spóźniłeś się.

- Ciebie też kochanie miło widzieć. A co do mojego spóźnienia, to się nie spóźniłem, bo zdążyłem, prawda? W końcu stoisz przede mną, a nie siedzisz w autobusie i jedziesz  beze mnie.

- Dobra niech ci będzie, a teraz chodź na autobus – mówiąc to złapała mnie za rękę i pociągnęła w kierunku najbliższego przystanku.


Siedziałem z Avril w autobusie i co jakiś czas spoglądałem na nią. Jej twarz była taka skupiona, kiedy przyglądała się co dzieje się za szybą autobusu. Więc nie mogłem, a może po prostu nie chciałem jej przerywać tej chwili.


Aby się nie nudzić przez resztę czasu, zacząłem rozglądać się po autobusie. Autobus nie był przepełniony, zresztą co mnie nie dziwi, bo są wakacje i jest jeszcze w miarę wcześnie, więc pewnie jeszcze większość śpi w swoich domach. A, wracając do mojego rozglądania, no więc tak, autobus nie był przepełniony jednak można było dostrzec kilku pasażerów. Po mojej lewej stronie siedziały jakieś starsze panie, zaciekle o czymś rozmawiając. Parę rzędów, za nimi  siedziała jakaś kobieta, pogrążona w swoich myślach. Za mną i Avril, siedział jakiś mężczyzna z dzieckiem, jednak to nie on zwrócił najbardziej moją uwagę, był to chłopak, który siedział naprzeciwko nas parę rzędów przed nami. Jego wzrok był ciągle skupiony na Avril. Skanował ją wzrokiem od góry do dołu.


Nie wiem czemu, ale wkurzyło mnie to. No dobra wiem czemu, ja najzwyczajniej w świecie jestem o nią zazdrosny, ale tak to już jest gdy się kogoś bardzo, ale to bardzoo lubi, prawda?  Wiem, że nie mogę tego tak zostawić, a więc  jedyne co w tym momencie przyszło mi do głowy, było iż muszę pokazać temu gościowi, że ona jest  ze mną.


Złapałem Avril za rękę  i położyłem głowę na  jej ramieniu. Ta natychmiast skupiła swój wzrok na mnie.


-  Co ty robisz?

- Nic, po prostu jestem zmęczony, bo ktoś mi kazał wcześnie wstać.

- Nikt ci nie kazał, mogłeś powiedzieć, że nie pojedziesz ze mną na lotnisko i teraz byś się nie męczył.

- Oj, dobra, po prostu siedź tak jak siedziałaś.


Avril wróciła do swojej wcześniejszej czynności, a ja dyskretnie spojrzałem na chłopaka siedzącego przed nami. Już nie skanował jej wzrokiem, w ogóle nie patrzył w te stronę i dobrze, bardzo dobrze.



~~ POV AVRIL~~


Wysiadając z autobusu nabrałam w płuca świeżego powietrza, tak właśnie tego mi było trzeba. Zresztą jeszcze parę minut w autobusie, w którym trzeba przyznać, że nie pachniało za pięknie i Cameron musiałby mnie wynosić z tego środka komunikacji.


Kierowałam się stronę wejścia na lotnisko, kiedy nagle zdałam sobie sprawę, że od wyjścia z autobusu nie słyszałam w ogóle Camerona. Odwróciłam się w poszukiwaniu go, właściwie to nie musiałam szukać, bo stał parę metrów ode mnie, jeżdżąc butem o chodnik.


- Co ty robisz? –spytałam podchodząc do niego.

- Nie widać?

- Widać, tylko nie jestem pewna, czy robisz to o czym myślę.

- Zależy o czym myślisz- powiedział z cwanym uśmieszkiem.

- To może powiesz mi co robisz, a ja ci powiem czy o tym myślałam-spojrzał na mnie badawczym wzrokiem.

- Dobra- usłyszałam po chwili- czyszczę buta, bo wdepnąłem w gumę do życia – patrzyłam na niego chwilę z małym uśmiechem na twarzy.

- Aha – odpowiedziałam krótko, odwracając się do niego plecami i powoli kierując się w stronę wejścia na lotnisko.

- Hej, chwila!- krzyczał za mną- a ty, o czym myślałaś?

- Myślę, że nie chcesz wiedzieć – powiedziałam po chwili zastanowienia.

- I tu się mylisz, bo chcę wiedzieć.

- Ale naprawdę? – spytałam zatrzymując się i odwracając do niego, stał w tym samym miejscu, co wcześniej.

- Jasne, że tak.

- Okey, myślałam, że robisz z siebie debila, albo po prostu że twoje rurki ci pękły i próbujesz to jakoś zakryć – spojrzałam na niego, niby wyglądał na opanowanego, jednak mimo że stałam w pewnym oddaleniu od niego widziałam w jego oczach i pojawiła się mała iskierka, która nie wróżyła nic dobrego.

- Myślę, że masz pięć sekund na ucieczkę i módl się żebym cię nie złapał, bo ciężki twój los.

- Cameron, ale chyba nie chcesz tu mnie ganiać- powiedziałam lekko skołowana.

- A dlaczego by nie? – spytał jakby mnie nie rozumiejąc.

- No bo to jest miejsce publiczne?

- Ludzie nie mają nic do tego, właśnie, kochanie zostały ci dwie sekundy- słysząc to ruszyłam biegiem w kierunku wejścia na lotnisko – i tak cię złapie, kochanie!- usłyszałam jeszcze za nim wbiegłam przez automatyczne drzwi.


Nie długo trwała moja ucieczka, bo zrobiłam niespełna kilka kroków, kiedy znalazłam się budynku, a już poczułam ręce oplatające moją talie.

-Mam cię -  wyszeptał mi do ucha Cameron.

- Widzę, możesz mnie puścić?

- Nie, zapomniałaś już, że obiecałem ci że tego pożałujesz?- z każdy wypowiedzianym słowem jego uśmiech na twarzy powiększał się.

- Cameron proszę, jesteśmy w miejscu publicznym.

- A, co to ma do tego?

- Może to, że znając ciebie, zrobisz coś kompromitującego za co będę się wstydzić ja, a nie ty?

- Oj nie przesadzaj, mogę ci powiedzieć, tylko tyle, że kara może ci się spodobać- mówiąc to odwrócił mnie do siebie, tak że stałam z nim twarzą w twarz.

- Co masz na myśli? – spytałam nie wiedząc o co chodzi.

- Nic takiego, doprawdy nic – powiedział jakby do siebie, jakby do mnie.


Jedyne co spostrzegłam to nachylającą  się w moją stronę twarz Camerona i po chwili mogłam poczuć jego pełne usta na moich. Byłam w taki szoku, ze nie wiedziałam co się dzieje. Przez myśl  mi przemknęło, że jest to mój drugi pocałunek, jednak nie mogę go, chyba zaliczyć do nie udanych, ponieważ Cameron całował mnie z takim wyczuciem i delikatnością, że aż miękły mi kolana. W tym momencie dziękowałam mu, że dalej mnie obejmuję w tali.


Nasz pocałunek nie trwał ani za krótko, ani za długą, ciągle stałam w lekkim szoku kiedy odsunął się ode mnie i spojrzał na moją zarumienioną twarz. Uśmiechnął się lekko na ten widok, po czym złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć, do bramki z której mieli wyjść za parę minut moi przyjaciele.


- Chodź chyba nie chcesz się spóźnić.

- Mhm- wydusiłam tylko. Cameron odwrócił się do mnie po czym z uśmiechem dodał.

- Chyba, w końcu znalazłem sposób na uciszanie ciebie

- Cameron! – krzyknęłam lekko sfrustrowana

- Oj, już, już, nie denerwuj się tak. A, właśnie, pasują ci te rumieńce- mówiąc, to zatrzymał się i nachylił w moim kierunku całując mnie lekko w policzek. 


Staliśmy przed tą bramką już jakieś pięć minut, kiedy usłyszeliśmy komunikat, że samolot z Polski, właśnie wylądował i że pasażerowie będą zaraz wychodzić. Naprawdę bardzo się cieszę, że w końcu ich zobaczę.
Wyciągnęłam jeszcze szybko telefon, robiąc z niego lusterko i przejrzałam się w nim sprawdzając czy moje rumieńce zeszły. Nie żeby coś, ale po prostu nie chciałam by moi przyjaciele widzieli mnie w takim stanie. Oczywiście wspomniałam im wcześniej że mam „chłopaka”.


 Cameron widząc co robię  uśmiechnął się lekko.


- Czy ty właśnie sprawdzasz, czy twoje rumieńce zeszły?

- Nie, skądże – odparłam ironicznie.

- Myślę, że nie musisz tego robić, bo jak będziesz mnie dalej prowokować, tak jak zrobiłaś to dzisiaj to twoje rumieńce zagoszczą u ciebie na całą dobę- wyszeptał mi do ucha.

- A ja myślę, że za dużo dzisiaj myślisz.

- Myślisz? – spytał zadowolony.

- Myślę – odparłam spoglądając na niego z uśmiechem.


Po tej naszej jakże pasjonującej wymianie zdań, staliśmy w ciszy szczerząc się sami do siebie, dopóki ludzie nie zaczęli wychodzić. Już po krótkiej chwili mogłam usłyszeć, wydzierających się moich przyjaciół. Oczywiście krzyczeli moje imię.


- HEJ!! – odkrzyknęłam i zaczęłam do nich machać. Już po chwili wszyscy byli przy mnie i zrobiliśmy naszego starego grupowego przytulasa. Nie wiem ile tak staliśmy wszyscy przytuleni do siebie, ale wydaję mi się że długo, bo z tego co  udało mi się zauważyć, co prawda ledwo zauważyć, ale jednak zauważyć, że przechodnie coraz bardziej i dziwniej zaczęli na nas spoglądać.

- Ej, dobra, myślę, że powinniśmy już przestać- wydusiłam ledwo, czekałam na jakikolwiek
ruch z ich strony, aby odsunęli się ode mnie, jednak nic się takiego nie wydarzyło- ej, puszczać
ludzie się na nas gapią, jakbyśmy byli jacyś szurnięci- jęknęłam.
W końcu po lekkich oporach puścili mnie.

- Ykhm, Avril, może przedstawisz nam swojego chłopaka?- spojrzałam na Julkę, lekko skołowana, nie 
wiedząc z początku o czym mówi, jednak po chwili przypomniałam sobie, że obok mnie 
stoi mój "chłopak", Cameron.

- A, tak jasne, poznajcie proszę, to jest mój chłopak Cameron, Cameron, to jest Julka, Emi, Michał,
Paweł, Kuba i Mikołaj- dziewczyny podeszły do niego przytulając do siebie po przyjacielsku. No co ja 
zrobię, skoro one tak się witały ze wszystkimi? No prawię, wszystkimi, jeżeli jakaś osoba im nie podpasuję, 
albo chociażby coś innego, co zniechęciło by je do tej osoby, wtedy można je ciągnąć siłą, ale one i tak się do tej osoby nie przytulą. No, ale co to jest sposób dziewczyn na złamanie "lodów" z nowo
poznanymi osobami.

No cóż. Natomiast jeśli chodzi o chłopaków. Z początku myślałam, że tak jak zawszę podejdą uścisną sobie dłoń i zaczną rozmawiać. Jakże było moje zdziwienie, kiedy te barany wzięły przykład z dziewczyn, tylko oni nie jak cywilizowani ludzie podeszli i uścisnęli się, tylko jak jakieś dzikie stworzenia rzucili się na niego, w tym samym momencie. 

Z ciężkim sercem muszę przyznać, że ten widok był przekomiczny. 

_________________________________________________________________________________________

~~Właśnie, wczoraj zapomniałam Wam złożyć życzeń Noworocznych,a więc zrobię to teraz ( wiem, że późno, ale lepiej późno niż wcale). A więc, tak. Chciałabym Wam życzyć wszystkiego co najlepsze, żebyście zawszę byli zdrowi, spełniały się wasze marzenia, żeby towarzyszyło Wam zawsze szczęście, a nie stres i pech :) No i wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku :)



  Wybaczcie że życzenia mogą być bez sensu, ale ja po prostu nie umiem składać życzeń :D

Czy tylko ja uważam, że za dużo tutaj słowa "myślę"? ~~





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz