piątek, 6 listopada 2015

Informacja

Zapraszam na moje nowe opowiadanie, Inna!
Na blogu pojawił się już prolog. ;)


* Zachęcam do wypełnienia ankiety!

wtorek, 3 listopada 2015

^,^


Dobra, zacznę od tego że znowu podziękuje. Wybaczcie, ale będę chyba bardzo dużo razy Wam dziękowała za to, że zaglądaliście na mojego bloga. ;)

Jakiś czas temu weszłam tutaj na bloga i przejrzałam go od samego początku i tak naprawdę byłam z jednej strony na siebie zła, z drugiej dumna.
Zła byłam dlatego, że rozdziały pisałam bardzo krótkie, chociaż jak je pisałam to wydawało mi się że są bardzo długie. No i jeszcze to, jakie błędy robiłam i prawdopodobnie jeszcze robię, ale mam nadzieję że w mniejszych ilościach.
Dumna natomiast byłam z siebie za to, że odważyłam się stworzyć Look for me! i doprowadziłam go do końca. Naprawdę zaczynając go nigdy nie myślała, że mi się to uda, że będę miała czytelników... Na samym początku myślałam że jak będę miała 100 wejść na bloga to już będzie sukces, a tu proszę ponad 2,000 wejść. Jejku. Naprawdę nie wiecie jak się cieszę kiedy z każdym dniem ta liczba rośnie, nawet minimalnie. Dla mnie to już jest wieeelki sukces. ^,^

Jakiś czas temu moja koleżanka, która również czytała tego bloga, zapytała mnie jaki jest Tony. Powiem Wam szczerze, nie umiałam jej do końca odpowiedzieć, ponieważ nie wiedziałam jeszcze na jaką postać chcę go wykreować. Stworzyłam tą postać spontanicznie, jak właściwie większość w tym blogu i chyba na dobre mi to wyszło. Także, wyjaśnię Wam to w taki sam sposób jak jej, Tony był moim mózgiem w tym opowiadaniu, nieprzewidywalny, nikt nie wie o czym myśli, co czuje. Chciałam stworzyć taką osobę i to zrobiłam. Mam nadzieję, że mi wyszło.

Teraz coś o drugiej części.
Zrobiłam ankietę, z tego co widzę niektórzy ją już zauważyli, zagłosowali, za co naprawdę dziękuje. Jak na razie są 4 głosy na "tak". Ankieta ta będzie na blogu, o ile dobrze pamiętam do 24 grudnia. Czyli do Wigilii. Nie wiem czy potem pozwolę jeszcze Wam głosować, czy po prostu ją zamknę i podejmę decyzję. Także do grudnia, do świąt macie czas na głosowanie. :)

Od jakiegoś czasu przymierzam się również do stworzenia nowego opowiadania, który będzie się nazywał Inna...,  prolog już jest, bohaterowie dobrani, ale nie mam czasu na stworzenie tego wszystkiego (mniej więcej chodzi mi o bloga), ale się prawdopodobnie za jakiś czas za to wezmę.
Nie wiem, czy chcielibyście jeżeli już powstanie blog, linka do niego, dlatego w sumie możecie dać mi znać, a powiadomię Was, albo za jakiś czas zajrzeć tutaj do zakładki Inne moje blogi.

Tak w ogóle to chciałabym każdemu z Was z osobna podziękować i  mieć z Wami kontakt jakiś i naprawdę  wpadłam chyba na głupi pomysł. Stworzyłam konto na GG, jeżeli ktoś chciałby do mnie napisać coś o blogu, o coś zapytać czy cokolwiek innego, będziecie mogli do mnie napisać. Obiecuje że odpiszę, albo postaram się odpisać. Numer GG podam na samym dole. :)

Dziękuje Wam wszystkim za bycie ze mną, przez taki długi czas. Towarzyszyliście mi przez różne etapy mojego życia, za co Wam naprawdę bardzo serdecznie Dziękuje! Jesteście niesamowici!

DZIĘKUJE! ^,^



Nr GG:56289201 


poniedziałek, 2 listopada 2015

Epilog

~Miłego czytania. 
Notka pod rozdziałem. ~~

___________________________________________




- Cameron! Chodź nam pomóż! – Wypuszczam powietrze z płuc i podnoszę się. Idę do korytarza w którym znajduje się Taylor a w raz z nią Chelsea. Nie muszę chyba wspominać, że odkąd Taylor dowiedziała się że to właśnie Chelsea jest tą dziewczyną którą poznałem, teraz spędza ona u nas prawie całe dnie.
- Co się dzieje? – pytam zmęczonym głosem. Przed chwilą wróciłem z biegania. Tak, zacząłem biegać. Musiałem się jakoś wyrwać od tych wszystkich myśli które we mnie siedziały jak jakieś demony. I okazało się, że bieganie jest wprost idealne dla mnie. Pozwala mi oczyścić umysł i chociaż przez chwilę o wszystkim zapomnieć.
- Cameron!... Cameron! – spoglądam zdezorientowany na zdenerwowaną Taylor.
- Tak?
- Słuchałeś mnie?
- Nie – odpowiadam szczerzę. Dziewczyna wzdycha  i kręci głową.
- Chcę abyś pomógł nam. – Pokazuje na Chelsea. Gdy tylko spoglądam na dziewczynę ona od razu zaczyna się do mnie uśmiechać, przewracam oczami i spoglądam znowu na Taylor. – Przenieść kartony z mojego samochodu do kuchni – mówi i podaje mi kluczyki od samochodu. – Idźcie przodem, ja tylko skoczę na chwilę do swojego pokoju i zaraz wam pomogę.
„A to podstępna szuja.” Przebiega mi przez myśl. Idę za dziewczyną do samochodu Taylor, otwieram bagażnik i wyciągam z niego kartony.
- Cameron, może moglibyśmy…
- Przepraszam cię Chelsea, ale muszę to powiedzieć – odwracam się do dziewczyny. – Nie jestem tobą zainteresowany, nie wiem czy dotarły do ciebie informację, ale mam dziewczynę – stoję i patrzę przez chwilę na nią, jej twarz niczego nie wyraża.
- Rozumiem – spuszcza wzrok – naprawdę przepraszam, nie chciałam żebyś tak zrozumiał moje zachowanie.  – Biorę głęboki oddech i spoglądam na nią.
- To raczej ja powinienem cię przeprosić, że powiedziałem ci to w taki sposób i tak późno. – Biorę karton i odwracam się do niej plecami, odwracam głowę aby jeszcze raz spojrzeć na dziewczynę – naprawdę jeszcze raz przepraszam – i idę do domu.




&




Jest coraz gorzej. Ze mną oczywiście i z moim stanem psychicznym. Nie daję sobie już pomału rady. Spoglądam na jej twarz, tak spokojną. W głowie przewijają mi się wspomnienia z nią. Tak bardzo chciałbym wrócić do tamtych dni. Ocieram łzę z policzka i wstaje by wyjść z jej sali. Zamykam drzwi i staję przed nim, siedzi sobie na krześle, które znajduje się na wprost jej drzwi. Co on kurwa tu robi? Tony. Jebany, skurwiel, Tony. Spogląda na mnie i potem z powrotem spogląda na swój telefon. Po chwili chowa go do kieszeni i staje naprzeciw mnie. Mierzymy się wzrokiem.
- Co tu robisz? – odzywam się pierwszy, próbuje opanować targające mną emocję.
- Odwiedzam. A przynajmniej mam taki zamiar – odpowiada. Przyglądam mu się dłużej. Pod jego lewym okiem znajduje się delikatny siniak który prawdopodobnie ja mu nabiłem.
- Żartujesz, prawda? – spoglądam na niego. Moja jedna brew podnosi się do góry.
- Nie – odpowiada i robi krok w kierunku drzwi. Zastawiam mu drogę.
- Nie wejdziesz tam – mówię twardo.
- A to niby dlaczego? – pyta.
- Bo to ty, kurwa doprowadziłeś ją do takiego stanu – tłumaczę, a emocję kotłujące się we mnie, pomału zaczynają mną nosić.
- Właśnie dlatego chcę tam wejść i ją przeprosić – mówi poważnym tonem i patrzy na mnie. – Proszę wpuść mnie tam, obiecuje że nie będę tam długo – dodaje. Zastanawiam się chwilę za wszystkim za i przeciw, po czym robię krok w bok i daje mu dostęp do wejścia do pomieszczenia w którym znajduje się moje całe życie.
- Dobra, ale nie bądź tam za długo, będę tu na ciebie czekać – mówię i siadam na krzesło na którym wcześniej siedział on. Tony patrzy na mnie chwilę, na jego twarzy pojawia się delikatny uśmiech, po czym kiwa głową i wchodzi do sali.

W czasie kiedy Tony jest tam z moim aniołkiem, ja mam czas na rozmyślenia. Robię to na niewygodnym krześle i przychodzi mi to z trudem, dużym trudem. Tak właściwie, to nie zdążyłem podjąć żadnej poważnej decyzji kiedy siada  koło mnie Tony. Przez dłuższą chwilę siedzimy w ciszy.
- Tracisz nadzieję, prawda? – pyta. Spoglądam na niego zaskoczony. – Nie patrz tak na mnie.
- Skąd ci przyszło to do głowy? – wyjąkuję.
- Jesteście tacy zabawni – śmieje się pod nosem.
- Kto? – pytam, chociaż nie wiem czy chcę wiedzieć.
- Wszyscy ty, Avril, po prostu ludzie – spoglądam na niego nie pewnie.
- Mam rozumieć, że wiesz coś o niej czego ja nie wiem? – pytam i bardzo dokładnie go obserwuje.
- Ja niczego takiego nie powiedziałem – broni się. – Zresztą nawet nie wiem, co ty wiesz, więc może po prostu nie zaczynajmy tego tematu. Ale powtórzę moje pytanie. Tracisz nadzieję?
Zastanawiam się chwilę nad odpowiedzią. Chociaż nie muszę. Oczywiście że tracę nadzieję. Nawet przed wami się już do tego przyznałem.
- Dobra nie odpowiadaj – słyszę głos Tonyego.- Powiem ci jak to według mnie wygląda, jak ty konkretnie wyglądasz. Wyglądasz jak człowiek  który traci życie, nadzieję. Jesteś jak cień człowieka. W tym momencie czytam z ciebie jak z otwartej księgi. Targają tobą różne emocję i wiesz co ci powiem? Potrafię stwierdzić na podstawie samego twojego wyglądu, że dzisiaj miałeś myśli czy nie rzucić tego wszystkiego. Czy nie zostawić jej tu samej sobie i o niej nie zapomnieć – moje źrenicę się rozszerzają, zaczynam szybciej oddychać. To prawda, miałem dzisiaj takie myśli. Otwieram już usta by o coś zapytać, ale on kiwa mi dłoniom. – Nie pytaj na jakiej podstawie mogę to stwierdzić, bo nie wiem. Zawsze miałem taki dar, albo przeklęcie że z każdego człowieka mogę odczytać emocję jakie nim targają – zaśmiał się bez krzty wesołości. – Wiem, że mnie nie lubisz – zaczął znowu – ale posłuchaj tego co mam ci teraz do powiedzenia – odwracam twarz w jego stronę i przyglądam się mu uważnie. – Nie możesz stracić nadziei, nie możesz jej zostawić. Ty ją kochasz. A nikt ci nie powiedział że  miłość będzie łatwa i kolorowa. To nie jest tylko jej walka o życie, ale też i twoja. Musisz jej pomóc. Musisz być przy niej nawet gdybyś miał tylko trzymać ją za rękę. Jak ty się poddasz, ona tym bardziej to zrobi, bo nie będzie miała dla kogo walczyć. Rozumiesz? Masz być dla niej. – Kończy i wstaje ze swojego miejsca, odwraca się do mnie i uśmiecha – nie martw się, to silna dziewczyna. Da sobie radę, ale ty musisz jej pomóc. – Odwraca się i oddala, zostawiając mnie samego z różnymi emocjami.



& ( tydzień później)





- Tak Harry, tak, na razie bez zmian, dobrze odezwę się jak wrócę do domu, tak – rozłączam się i wchodzę do sali Avril. To już jest jak tradycja, siadam przy jej łóżku i łapię ją za rękę. Od rozmowy z Tonym minął już tydzień. Przez to co mi powiedział, dużo myślałem i od tego momentu nie traciłem nadziei. Cały czas wierzę że Avril się obudzi. Spoglądam na jej spokojną twarz i  uśmiecham się.

- No dobra kochanie, to o czym by ci tu powiedzieć? Tęsknię za tobą. Tak bardzo chciałbym żebyś się już obudziła. Wiesz, nawet ostatnio zacząłem myśleć co byśmy zrobili gdybyś się obudziła, na pewno zabrał bym cię na randkę, taką prawdziwą i porządną. – Mówię. – Chcę żebyś się już obudziła. – Nachylam się nad nią. – Spójrz na mnie. Spójrz na mnie skarbie. – Nachylam się i całuję ją w usta. Odsuwam się delikatnie i przyglądam się jej twarzy, jej nosek delikatnie się marszczy. Z początku myślę że to wytwór mojej wyobraźni, ale kiedy widzę jak jej oczy w końcu pomału i bardzo delikatnie się otwierają, nie mogę w to uwierzyć i zaczynam płakać. Mój aniołek do mnie wrócił. Płaczę. Ze szczęścia. 


  _____________________________________



Tak, wiem. Końcówka mi nie wyszła, no ale cóż. Zadowólmy się tym co mamy. 
Taak, ostatni już. 
Zachęcam do wypełnienia ankiety, która jest na blogu. Ale więcej o tym jutro w poście na blogu, w którym będzie kilka moich słów o tym blogu i o drugiej części na przykład. 
Jejku, płakać mi się chcę. 
Chciałam podziękować czytelnikom, bo to być może moja jedyna okazja, bo juto już tu nie zajrzycie. Dziękuje, że przez taki długi czas byliście ze mną przez różne etapy mojego życia. 
Nie umiem się żegnać. 
Dziękuje jeszcze raz. 
Chciałam napisać "do następnego", ale następnego już nie będzie, więc napiszę po prostu Do widzenia i wszystkiego dobrego wszystkim! 

Notka moja jutro. 

niedziela, 25 października 2015

26

Ostatni rozdział... Mam nadzieję, że będzie się podobał,jest dość długi i wiem, że długo na niego czekaliście więc postanowiłam że już dzisiaj go dodam. Przepraszam za błędy, które na pewno się pojawią, ale korektą zajmę się jutro. Miłego czytania wszystkim i dobranoc. ^,^


_______________________________________




Wyszedłem wkurzony z sali Avril. Czuje jak wszystkie moje emocje kotłują się we mnie. Nie umiem sobie z nimi poradzić. Przejeżdżam ręką po włosach i odwracam się w kierunku drzwi wyjściowych z tego szpitala. Nigdzie nie widzę rodziców Avril ani Harrego. Co muszę przyznać trochę mnie nie pokoi. Rozglądam się na wszystkie strony w poszukiwaniu ich, aż nagle nie wpadam na kogoś. Odwracam swój wzrok na osobę na którą wpadłem. Przede mną stoi blond włosa dziewczyna z niebieskimi oczami. Uśmiecha się do mnie niepewnie.
- Przepraszam, nie zauważyłem cię – mówię rozglądając się jeszcze raz, czy nigdzie nie ma Harrego – nic ci nie jest? – spoglądam na nią, na co dziewczyna uśmiecha się do mnie jeszcze szerzej. Nie podoba mi się to.
- Nie wszystko w porządku i to raczej ja powinnam przeprosić – mówi i przejeżdża dłonią po włosach.
- Nie naprawdę to ja na ciebie wpadłem, ii w sumie to nie wiem co zrobić, bo pierwszy raz jestem w takiej sytuacji – spoglądam na szpitalną kawiarnię która jest obok, a potem znowu na dziewczynę – więc, może w celu rekompensaty kupię ci coś do picia, albo jakieś ciastko? – dziewczyna patrzy na mnie, a ja już wiem, że wpakowałem się w niezłe bagno. Ona sobie myśli zapewne teraz, że jestem nią zainteresowany. Cholera Cameron, ty debilu!
- Mhm, tak myślę że to byłby dobry pomysł – uśmiecha się i zaczyna kierować się w stronę szpitalnej kawiarenki. Debil, debil, debil! Jak ja mogłem się w takie coś wpakować? Normalny człowiek, jakby takie coś się zdarzyło przeprosiłby i po prostu poszedł dalej, ale oczywiście nie ja. Ja musiałem odjebać takie gówno. Gdy w końcu docieramy do lady, spoglądam na nią pytający wzrokiem.
- Więc, czego chcesz się napić, albo zjeść? – pytam. Spogląda na mnie uważnie, jakby oceniała na co może sobie pozwolić, a na co nie.
- Po prostu weź mi świeżo wyciskany sok z cytrusów – kiwam głową na znak, że zrozumiałem i poszedłem do lady złożyć zamówienie. Gdy się odwróciłem dziewczyny nie było na miejscu w którym ją zostawiłem, zamiast tego siedziała przy stoliku, który stał w samym koncie sali. Cholera jasna, nie podoba mi się to.  Podszedłem niezadowolony do stolika i postawiłem przed dziewczyną sok, który chciała. Spojrzała na mnie i znowu się uśmiechnęła. Co zabawne, cały czas się uśmiecha i nawet nie zwróciła uwagi, że ani jednego jej uśmiechu nie odwzajemniłem.
- Więc, jak masz na imię? – pyta w końcu. Naglę zdałem sobie sprawę, że przez jakiś czas siedzieliśmy w całkowitej ciszy. Co mi nie przeszkadzało, ale najwidoczniej jej tak.
- Cameron – na tym zakończył bym już dalszą konwersację z nią, ale jako, że mama uczyła mnie żeby być zawsze, no dobra, prawie zawsze miły zapytałem ją o to samo.
- Chelsea – podaje mi dłoń, odwzajemniam jej uścisk.
- Miło mi poznać Chelsea – najchętniej już bym stąd wyszedł, ale wiem że będzie to bardzo niegrzeczne.
- Więc, może powiesz mi coś o sobie – chcę stąd wyjść, niech mnie ktoś uratuje, proszę.
- A co dokładnie chciałabyś wiedzieć? – pytam, mam nadzieje że w moim głosie słychać, że nie jestem zainteresowany rozmową z nią.
- No nie wiem, moż…- przerywa w pół słowa, bo moja komórka daje znać, że przyszła do mnie wiadomość. Spoglądam na nią.
- Przepraszam – mówię – to może być coś ważnego – wyciągam telefon i spoglądam na ekran. Mam wiadomość od Harrego. Moje serce zaczyna szybciej bić, czyżby coś z Avril?
- Jasne, nie ma sprawy – odpowiada Chelsea, ale ja w ogóle nie zwracam na nią uwagi. Wyświetlam wiadomość od Harrego.


Od: Harry
Do: Cameron
„Gdzie ty jesteś? Jesteś jeszcze w szpitalu?”



Nie wiem, czy coś się stało Avril, czy może Harry chcę się ze mną spotkać po prostu bez powodu, ale to jest świetna okazja, aby wywinąć się stąd. Spoglądam na dziewczynę, która siedzi przede mną i piję napój przez słomkę w ogóle nie zwracając na mnie uwagi. Siedzę chwilę i przyglądam się jej starając się przypomnieć jak miała na imię Chesea, Chema… Jebać to i tak prawdopodobnie nigdy się już nie spotkamy. Podnoszę się ze swojego miejsca, na co dziewczyna spogląda na mnie zdezorientowana.
- Przepraszam cię bardzo, ale muszę już iść – widzę zawiedzenie w jej oczach.
- Och, no dobrze – zaczyna się kręcić, wyciągam do niej dłoń na co ona odwzajemnia mój uścisk.
- Jeszcze raz miło było cię poznać – mówię i odwracam się do niej plecami z zamiarem wyjścia.
- Czekaj! – słyszę jeszcze za nim dochodzę do drzwi, odwracam się do niej. Próbuje nie pokazać jej tego jak bardzo mnie ona wkurza i z tego co  widzę jak na razie świetnie mi idzie.
- Tak? – pytam przez zaciśnięte zęby – Coś się stało?
- Proszę – podaje mi serwetkę na której jest zapisany jej numer telefonu – zadzwoń kiedyś – mówi i znowu się uśmiecha. Biorę od niej tę serwetkę i przyglądam się jej przez chwilę. 
- Och, jasne, na pewno kiedyś zadzwonię – na pewno nie zadzwonię – a teraz przepraszam, ale naprawdę muszę już iść.
- Jasne, jasne, rozumiem. Idź, już cię nie zatrzymuje – mówi i macha mi przy okazji uśmiechając się, próbuje odwzajemnić jej uśmiech, lecz czuje że zamiast tego wyszedł mi jakiś grymas.
Gdy znajduję się już na korytarzu i jestem w takim miejscu, że ta dziewczyna mnie nie zauważy, wyrzucam serwetkę na której jest jej numer, przy okazji wybieram numer do Harrego. Nie muszę długo czekać aż odbierze.
-Halo?
- Coś się stało? Coś z Avril? – pytam od razu kiedy słyszę jego głos.
- Nie, po prostu chciałem wiedzieć czy jesteś jeszcze w szpitalu – jego głos jest zmęczony.
- Zaraz będę na górze chcę jeszcze zobaczyć Avril – przyciskam guzik, aby przywołać windę.
- Stary, jedź do domu, odpocznij i przyjedź jutro.
- Co? – pytam- Czemu?
- Nie zobaczysz się już dzisiaj z nią. Zabrali ją przed chwilą na jakieś badania i z tego co mówił lekarz, będzie można się z nią zobaczyć dopiero jutro – wyjaśnia.
- Och, no dobrze, a więc do jutra ziom. Trzymaj się jakoś.
- Taa, ty też – mówi i się rozłącza.


&


W domu nie mogę sobie znaleźć miejsca, ciągle chodzę z jednego kąta w drugi. Mój stan psychiczny jest rozjebany, pękł chyba na wszystkie kawałeczki i nie chcę się pozbierać. Schodzę na dół do kuchni w której znajduję się Taylor, spogląda na mnie badawczo jakby oceniała w jakim jestem stanie. A w jakim jestem? W strasznym jestem. Taylor nic nie mówi i po prostu podchodzi do mnie przytulając się. Nie wytrzymuje i po prostu zaczynam płakać. Wszystkie moje emocje wychodzą na światło dzienne. Zbyt długo starałem się je dzisiaj tłumić.

Siedzę w pokoju, na parapecie i spoglądam na okno od pokoju Avril. Ciekawe co by teraz robiła gdyby była w domu? Czy przyszłaby do mnie? Czy pogodzilibyśmy się? Czy byłaby szczęśliwa? Czy płakałaby? Mam dość na dzisiaj. Schodzę z parapetu i kieruje się w stronę swojego łóżka.  Wiem, że nie zasnę ale mam pierdoloną nadzieję że uda mi się to w końcu zrobić.


&

Tak, w nocy nie zmrużyłem oka ani na minutę. Prawdopodobnie teraz wyglądam jak siedem nieszczęść, ale mam to w dupie. Schodzę na dół, gdzie spotykam się ze zmartwiony wzrokiem Taylor i Jacka. Nie wiedziałem, że jest u nas. Kiwam mu głową na przywitanie się z nim, odwzajemnia mi tym samym. Wchodzę do kuchni i biorę jabłko przy okazji spoglądając na Taylor.
- Nie patrz się na mnie jakbym miał dwie głowy – to są moje pierwsze słowa kierowane do niej od wczorajszego popołudnia. Widzę lekki szok na jej twarzy, ale widzę również cień uśmiechu.
- Okej – mówi i mija mnie, przy okazji  klepiąc mnie przelotnie po ramieniu – uważaj na siebie – mówi i znika w głębi korytarza a za nią Jack. Zabieram telefon ze sobą i wychodzę z domu idąc w kierunku mojego samochodu.


W piętnaście minut później jestem pod szpitalem. Jak zwykle o tak wczesnej porze trudno znaleźć miejsce do zaparkowania, jednak gdy w końcu mi się to udaje parkuje czym prędzej i szybkim ruchem kieruje się w stronę szpitala. W holu mijam tę upierdliwą kobietę co wczoraj nie chciała mi powiedzieć w jakiej sali leży Avril. Patrzy na mnie podejrzliwym wzrokiem, kiedy ją mijam nawet się z nią nie witając. Przy windzie stoi Harry przez samą jego postawę widzę, że jest zmęczony, jakby nie przespał kilku dni. Sam jego widok mógłby komuś popsuć humor, albo wzbudzić litość. Choć wiem, że nie chcę wzbudzać w ludziach takich emocji, tak niestety jest. Podchodzę do niego i bez słowa staję obok niego. Spogląda na mnie kątem oka, wyprostował się spojrzał na drzwi windy i wypuścił powietrzę, jakby cały czas je wstrzymywał.


- Cześć
- Cześć – odpowiedziałem mu przy okazji spoglądając na niego przez chwilę. W tym samym momencie winda zatrzymała się i zaczęli z niej wysiadać ludzie. Gdy do niej weszliśmy byliśmy sami.
- Wracam do Polski – Harry odezwał się kiedy winda ruszyła. Spojrzałem na niego zaskoczony.
- Jak to wracasz do Polski? – to są jakieś jaja, prawda? On teraz nie wyjedzie, nie zostawi mnie a tym bardziej Avril w takim stanie. Spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem.
-Uwierz mi ja też tego nie pojmuje.
-Więc, co? Wyjedziesz sobie zostawiając Avril i swoich rodziców w takim stanie? – spytałem nawet na niego nie patrząc.
- Wczoraj dostałem e-mail o ważnym egzaminie który mam za dwa tygodnie z początku chciałem to olać i zostać tutaj do momentu aż Avril się nie obudzi – winda zatrzymała się. Wysiedliśmy z niej i zaczęliśmy się kierować do odpowiedniej sali.
- Więc co zmieniło twoje zdanie?
- Raczej kto – odparł – rodzice. Jak tylko dowiedzieli się że mam egzaminy kazali mi jechać. Zapewnili mnie że wszystkim się tu zajmą i nie mam się czym przejmować.
- I to cię przekonało do wyjazdu? – spytałem przyglądając się młodej pielęgniarce, która minęła nas z uśmiechem który miał być chyba atrakcyjny.
- Uwierz mi, że nie. Musieli mnie bardzo długo przekonywać do tego i myślałem o tym chyba całą noc, co mam wrażenie, że można zauważyć – zaśmiał się bez grama wesołości.
- Masz rację, widać że o tym myślałeś. Wyglądasz strasznie, stary – poklepałem go po ramieniu. Zatrzymaliśmy się przed drzwiami do sali Avril. – To kiedy wyjeżdżasz?
- Jutro po południu – spojrzałem na niego uważnie.
- Dlaczego tak szybko? Przecież powiedziałeś że egzamin masz dopiero za dwa tygodnie – musiałem zrobić krok w tył kiedy pielęgniarki pchały łóżko z chorym po korytarzu.
- Rodzice – powiedział, a ja już rozumiałem. Jego rodzice każą mu jechać wcześniej, żeby mógł się skupić na nauce i przygotowaniu się do tego egzaminu. Z jednej strony ich rozumiem, nie chcą aby ich syn zaprzepaścił to wszystko co do tej pory zdobył, ale oni też powinni zrozumieć go. To, że nie chcę zostawić swojej siostry. Ale co ja mogę zrobić? Nic. Decyzję już podjęli a ja nie chcę się mieszać w ich sprawy rodzinę, chociaż czasami mam taką ochotę.
- Rozumiem – wypuściłem powietrzę ze świstem i spojrzałem na drzwi od sali i na Harrego. Chyba zrozumiał bo od razu pokiwał przecząco głową.
- Idź pierwszy, ja muszę iść poszukać rodziców – pokiwałem głową nic nie odpowiedziawszy i po cichu wszedłem do sali. Mimo iż wiem że mnie nie usłyszy ani się naglę nie obudzi gdy zrobię głośniejszy dźwięk ja chciałem zachować ciszę która tutaj panowała.


&

Do domu wróciłem w porze kolacji. Rodziców nie było w domu jak się później dowiedziałem, poszli do jakiś znajomych. Czyli prawdopodobnie nie będzie ich całą noc. Usiadłem na kanapie w salonie obok Taylor. Od razu zamknąłem oczy gdy moja głowa zetknęła się z miękką poduszką. Taylor spojrzała na mnie uważnie.
- Jak się czujesz? – spojrzałem na nią jednym okiem.
- Poważnie Taylor, poważnie? – potarłem ręką czoło.
- Dobra wiem, ale chciałam jakoś zacząć z tobą rozmawiać – wyjaśniła.
- To mogłaś mnie spytać, nie wiem o pogodę na przykład – brew nad jej okiem uniosła się, patrzyła na mnie uważnie, a ja poczułem się jak pięcioletnie dziecko które coś przeskrobało.
- Okej – zaczęła – a więc jaka dzisiaj pogoda?
- Beznadziejnie, czuje się beznadziejnie.
- Powiedz mi coś czego nie wiem Cameron. – Spojrzałem na nią zaskoczony. – No co? Sam twój wygląd to pokazuje. – Potarłem dłonią oczy.
- Dzięki, wiesz jak pocieszyć ludzi.
- Polecam się na przyszłość –wstała i wyszła z salonu. Spojrzałem za nią zaskoczony jej reakcją, po chwili jednak zrozumiałem dlaczego wyszła. Poszła do kuchni wzięła dwie butelki piwa i wróciła z nimi do salonu. Podała mi jedną i przysiadła się koło mnie na kanapie.
- Harry jutro wraca do Polski – wypaliłem naglę na co Taylor zachłysnęła się piwem. Ogarnął ją nagły kaszel.
- Co? – udało jej się wydusić pomiędzy odkaszlnięciami.
- To co słyszałaś – odparłem i pociągnąłem z butelki wielki łyk piwa.
- Ale jak to? Dlaczego? Nie zostanie tu do czasu, aż…
- Nie – odparłem szybko – wczoraj dostał e-mail, że za dwa tygodnie ma ważny egzamin czy coś, jego rodzice się dowiedzieli i kazali mu jechać. Tak więc, jedzie – ostatnie zdanie dodałem ciszej. Taylor siedział przez chwilę w ciszy po czym spojrzała na mnie uważnie.
- Dasz sobie radę?
- Mam nadzieję – odpowiedziałem i odpłynąłem myślami gdzieś daleko. Nie wiem ile tak fruwałem  myślami w swoim świecie, ale zostałem wybudzony z tego stanu przez szturchnięcie w bok. Spojrzałem zdezorientowany na Taylor, ona wskazała na kieszeń w moich spodniach.
- Telefon ci dzwoni – jej słowa docierały do mnie jakby z kilkusekundowym opóźnieniem. Kiedy pojąłem co miała na myśli szybko odstawiłem butelkę piwa na stół i sięgnąłem do kieszeni po telefon. W duchu modliłem się żeby to nie była żadna informacja, że stan Avril się pogorszył. Odczułem pewną ulgę kiedy zobaczyłem że dzwoni Matt.
- Tak? – spytałem.
- Hej ziomuś – powiedział Matt. Głos miał normalny, ani za wesoły ani za smutny. Każdy myśli że Matt się ciągle uśmiecha i nigdy nie ma gorszych dni. Nic bardziej mylnego. Jednak mogę stwierdzić, że teraz nie miał ani dobrego ani złego dnia, jego dzień był normalny. Tak mogę to stwierdzić słysząc tylko jego głos.
- Co tam?
- Idziemy na imprezę – powiedział, nie spytał się mnie, tylko to oznajmił.
- Och, to fajnie – powiedziałem – miłej zabawy – nie bardzo wiedziałem jak ma się w takiej sytuacji zachować.
- Nie stary, źle zrozumiałeś. My idziemy, ja, ty i Nash, spokojnie impreza nie jest dzisiaj, ale jutro o 20 – przetrawiłem to co powiedział.
- Przepraszam Matt, ale nie mogę – znowu zostałem dźgnięty w bok. Spojrzałem zdezorientowany na Taylor, ta tylko pokręciła głową i zabrała mi telefon.
- Hej Matt – powiedziała, próbowałem zabrać jej telefon, lecz z marnym skutkiem – nie przejmuj się tym co Cameron powiedział, oczywiście pójdzie. Tak ciebie też miło było usłyszeć. Pa. – Rozłączyła się.  
Patrzyłem na nią wściekłym wzrokiem.
- No co? – spytała, jakby naprawdę nie wiedziała co zrobiła.
- Nie pójdę tam – oświadczyłem.
- Oczywiście, pójdziesz – odparła ze spokojem. Spojrzałem na nią zdumiony.
- Chcesz żebym poszedł na imprezę, kiedy Avril leży w szpitalu i walczy o życie? – spytałem z niedowierzeniem.
- Tak – jej odpowiedź mną wstrząsnęła.
- Co? – udało mi się wyjąkać.
- Chcę abyś poszedł na tą imprezę.
- Dlaczego? – przyglądam się uważnie jej spokojnej twarzy.
- Ponieważ musisz odreagować Cameron, a teraz cię przepraszam, ale pójdę już do siebie – powiedziała i tak po prostu wyszła z pokoju, zostawiając mnie z mieszanymi uczuciami.



&(dzień później)



- Zajmiesz się wszystkim kiedy mnie nie będzie, prawda? Mogę na ciebie liczyć Cameron? – Harry przygląda mi się uważnie, w jego oczach widzę prośbę. Wiem, że nie chcę jechać i szczerze powiedziawszy też wolałbym, żeby został, no ale decyzja już została podjęta. Jedyne co mogę zrobić to się na nią zgodzić.
- Jasne – powiedziałem i wróciłem do przyglądania się przypadkowym ludziom.
- Ale…
- Spokojnie Harry – przerwałem mu, bo chyba wiem co chciał powiedzieć – wszystkim się zajmę, obiecuje. Jak będzie się coś działo to do ciebie zadzwonię i cię o tym poinformuje – przygląda mi się uważnie jakby sprawdzał czy mówię prawdę.
- Okej – wypuścił powietrzę z płuc i wstał z swojego miejsca, bo akurat zaczęli zapowiadać jego samolot. Podniosłem się również i stanąłem obok niego.  – Postaram się jak najszybciej wrócić – powiedział na co kiwnąłem tylko głową. Pożegnaliśmy się typowo męskim uściskiem i każdy poszedł w swoją stronę.





Targają mną różne emocję. A zwłaszcza jestem wkurzony. Na Taylor i na to, że to ona mnie wkopała w to gówno. Mogę ją zabić? Rozglądam się po klubie w którym obecnie się znajduje. Wszędzie pełno ludzi, dziewczyny chodzą między stolikami prawie rozebrane, a faceci patrzą na nie i prawie im ślina z ust cieknie. Chyba na dłużej zatrzymałem wzrok na prawie gołej dziewczynie bo uśmiechnęła się do mnie i puściła mi oczko na co zrobiło mi się nie dobrze. Odwróciłem od niej wzrok i pociągnąłem długi łyk piwa z butelki.
- Trochę więcej uśmiechu – Matt zarzucił na moje ramię swoją rękę i wyszczerzył do mnie swoje zęby. Spojrzałem na niego morderczym wzrokiem. – No co? – spytał nie rozumiejąc chyba mojej postawy.
- Dobrze wiesz, że nie chcę tu być, więc nie każ mi  kurwa się uśmiechać – wysyczałem do niego, jednak zrobiłem to na tyle głośno aby mnie usłyszał.
- Jak chcesz – odparł i wzruszył ramionami. – Chcesz coś do picia? – pokręciłem głową na „nie”. Matt odwrócił się do barmana i poprosił go o jeszcze jedno piwo. Sprawdzałem akurat coś na telefonie kiedy usłyszałem swoje imię.
- Cameron, prawda? – podniosłem wzrok na dziewczynę która stała przede mną. Przyglądałem się jej uważnie, próbując sobie przypomnieć skąd ją kojarzę. Aż w końcu mnie olśniło. Szpital.
- Och, hej… - zająknąłem się, dziewczyna chyba zrozumiała.
- Chelsea – powiedziała.
- Właśnie… Chelsea – powtórzyłem po niej. Czułem jak Matt przygląda się całej tej sytuacji rozbawiony.
- Z tego co pamiętam miałeś zadzwonić – podjęła temat dziewczyna. Cholera, miałem nadzieję, że jak zauważy że nie pamiętam jak się nazywa to zrozumie i da mi spokój, jak widać nie.
- Przepraszam, w ostatnie dni byłem bardzo zajęty – powiedziałem, chociaż w ogóle nie było mi przykro.
- Spokojnie, rozumiem – powiedziała i uśmiechnęła się delikatnie. Nastała cisza. Dosyć krępująca.
- Cześć jestem Matt, najlepszy przyjaciel Camerona – spojrzałem na Matta jak wyciąga do niej rękę. Dziewczyna spojrzała na mnie nie pewnie, jednak ja w ogóle nie zareagowałem.
- Hej, miło mi cię poznać Chelsea jestem – Matt pocałował ją w wierzch dłoni, na co dziewczyna się lekko speszyła.
- Cameron nic nie wspominał że poznał ostatnio tak piękną dziewczynę jak ty – no tak. Matt zaczął ten swój podryw, muszę go stąd jakąś zabrać, bo to się może źle skończyć. Chelsea jak usłyszała to co powiedział Matt spojrzała na mnie i uśmiechnęła się. Odwróciłem wzrok, udałem że dostałem jakąś pilną wiadomość którą muszę odczytać, aż wpadłem na pomysł. Spojrzałem na ekran telefonu, potem na Matta i podszedłem do niego, zarzucając mu rękę na ramię.
- Stary, musimy iść. Nash napisał, że czeka na nas przed wejściem – spojrzał na mnie uważnie, ale nic nie powiedział. Pokiwał tylko głową i zwrócił się do Chelsey.
- Tak wię, miło było cię poznać Chelsea. Mam nadzieję że jeszcze się zobaczymy. Może wymienimy się numerami? Myślę że tak będzie łatwiej kiedy będziesz się chciała na przykład skontaktować z tym gościem a on nie będzie odbierał, czy coś – dziewczyna zgodziła się na jego propozycję na co ja parsknąłem cicho pod nosem. Kiedy mieliśmy już za sobą ich wymienianie się numerami, złapałem Matta za kołnierz jego koszulki i zacząłem ciągnąć za sobą.
- Na razie Chelsea – rzuciłem do niej nawet się nie oglądając za siebie.
- Paa Chelsea – krzyknął Matt i zaczął do niej machać.
Kiedy znaleźliśmy się na świeżym powietrzu Matt zaczął się rozglądać wszędzie w poszukiwaniu Nasha, kiedy nigdzie go nie znalazł odwrócił się do mnie z wściekłą miną i zaczął mi grozić palcem.
- Ty! – powiedział podchodząc do mnie.
- Co? – odparłem niezbyt zainteresowany jego zachowaniem.
- Zrobiłeś to specjalnie, prawda?
- Tak – oparłem się o ścianę i spojrzałem na niego.
- Dlaczego? – drążył temat.
- Bo miałem taki kaprys. Wystarczy? – już chciał coś dodać, kiedy nagle usłyszeliśmy głos Nsha.
- Chłopaki? – zapytał i podszedł do nas bliżej. – Co wy tu robicie?
- Za długo opowiadać, a ty? Co tutaj robisz? – wtrąciłem się Mattowi bo widziałem jak już chciał coś powiedzieć.
- Wyszedłem się przewietrzyć – spojrzał na Matta, bo ten zaczął podskakiwać w miejscu.
- Do Camerona podeszła taakaa ładna dziewczyna – zaczęło się – i powiedziała, że ma nawet jej numer a on do niej nie zadzwonił. Rozumiesz? Nie zadzwonił. Jak nie chciał się z nią umawiać, ani nic to mógł nie brać jej numeru, albo powiedzieć, że ma przystojnego przyjaciela. – Zapadła chwila ciszy, po czym Matt znowu odwrócił się do Nasha. – Oczywiście mnie – dodał.
- Dlatego wyrzuciłem jej numer. – Wzdycham. – Ale nie ważne, wracam do domu,  a wy róbcie sobie co chcecie – mijam ich i podnoszę rękę „machając” im, w ogóle na nich nie spoglądając.


(dwa dni później)


Wiecie jak to jest kiedy traci się bliską osobę? Prawdopodobnie część z was tak a druga część nie. Czuje się w tedy tak potworny ból, że nie da się nawet opisać tego słowami i właśnie w tej chwili ja się tak czuje. Wstając dzisiaj z łóżka nawet nie pomyślałem że będę przeżywać to co przeżywam teraz, a co przeżywam?
Siedzę na krześle w poczekalni szpitalnej. Rodzice Avril zadzwonili do mnie i powiedzieli że stan Avril się pogorszył, doszło do jakiegoś krwotoku wewnętrznego i lekarze musieli ją od razu operować. A najgorsze jest to, że kiedy matka Avril zapytała lekarza czy jej córka przeżyję, on westchnął i powiedział że nie wie. To jest chyba najgorsza rzecz którą możecie usłyszeć od lekarza. Uwierzcie mi.
Chciałbym żebyście nigdy tego nie doświadczyli, ale jest to nie możliwe. W końcu każdy ma zapisane ile będzie żył. Patrząc na to jesteśmy jak produkty, które mają swoją datę ważności i gdy ta data mija jesteśmy już po prostu nie zdatni do dalszego użytku. Tak więc powinniśmy korzystać z życia, spełniać swoje marzenia i żyć chwilą bo one tworzą najpiękniejszewspomnienia. Żałuję że z Avril mam tak mało pięknych wspomnień. Co teraz robię? Płaczę. Jestem takim beznadziejnym i żałosnym człowiekiem. Drzwi od sali operacyjnej się otwierają. Przez nie wychodzi lekarz, ściąga maskę z twarzy i spogląda to na mnie, to na rodziców Avril, uśmiecha się niepewnie. Matka mojego aniołka podnosi się od razu i podbiega do lekarza.
- Co z moją dziewczynką? Co z moją córką? – płaczę. Lekarz kładzie dłoń na jej ramieniu i delikatnie ją klępie.
- Robiliśmy wszystko co mogliśmy – gdy to słyszę kolory z mojej twarzy odpływają, świat zaczyna się kręcić – było ciężko i pierwsze 24 godziny na pewno nie będą należeć do najłatwiejszych. Właśnie w tej chwili pielęgniarki przewożą państwa córkę na OIOM – biorę głęboki wdech i zachłystuje się powietrzem. Zaczynam kaszleć na co lekarz spogląda na mnie ale nic nie mówi. Gdy już odchodzi wołam za nim i podbiegam do niego.
- Proszę mi powiedzieć jaka jest szansa że moja dziewczyna się obudzi? – lekarz patrzy na mnie uważnie. Wzdycha.
- Wiem, że to co powiem, może być nie na miejscu, albo raczej na pewno będzie, ale… Ale radził bym ci się z nią już zacząć żegnać, albo o niej zapomnieć. Wiem, że możesz teraz tego nie rozumieć, ale taka jest prawda. Avril ma 5% szans na to, że się obudzi. – mówi to klepie mnie po ramieniu i odchodzi. Zjeżdżam po ścianie w dół. „Kurwa to nie możliwe, nie, nie,nie! Jeszcze ci kurwa pokażemy doktorku, ona się obudzi ja to wiem!”


&



- Cmeron! Wyjdź z tego pokoju – znowu Taylor. Znowu próbuje mnie wyciągnąć i znowu jej się to nie uda.
-Odejdź Taylor! – odkrzykuje.
- Cholera Cameron! Albo cały dzień siedzisz w tym pokoju albo jesteś cały czas w szpitalu! Tak nie można. Musisz gdzieś wyjść.
- Wcale nie.
- Właśnie tak i albo otworzysz, albo sama je jakoś otworze! – odkrzykuje. – Ach, właśnie. Chłopaki do ciebie idę, za chwilę będą, radzę ci się przyszykować. – Kurwa. Nienawidzę tego kiedy każdy na siłę, próbuje ci pomóc. Nie prosiłem ich o to, więc niech się kurwa odjebią ode mnie.
-Cameron, cioto! Otwieraj te drzwi – Matt wali do mojego pokoju. Oni nie dadzą mi spokoju, więc lepiej jak je już otworze. Podchodzę do drzwi, przekręcam klucz w zamku i wracam na fotel. Kładę na kolana laptopa i wracam do przeglądania najnowszych informacji. Drzwi niemal od razu otwierają się na oścież i wpadają do pokoju Matt z Nashem. Spoglądają na mnie od góry w dół jakby oceniali w jakiej jestem formie psychicznej, a prawda jest taka, że w kiepskiej, ale świetnie nauczyłem się to maskować.
- Co was do mnie sprowadza? – odzywam się pierwszy. Nikt mi nie odpowiada zamiast tego, chłopaki kiwają do siebie głowami. Nie wiem o co chodzi.
- Ubieraj się – moje pytanie zostało zignorowane. Powinienem się już do tego przyzwyczaić.
- Dlaczego? – pytam.
- Ubierz się po prostu i chodź z nami – spoglądam na nich nie pewnie, ale w końcu się poddaje i robię to co mówią, nie mam siły aby się z nimi kłócić.
Wsiadamy do samochodu Nasha i jedziemy gdzieś, nie wiem gdzie. Chłopaki nic nie mówią od momentu kiedy wyszliśmy z mojego domu. Spoglądam na nich kiedy zatrzymujemy się koło kawiarni, niedaleko skateparku w którym uczyłem Avril jeździć na deskorolce. Na to wspomnienie na mojej twarzy pojawia się cień uśmiechu.
- Po co tu jesteśmy? – pytam. Chłopaki spoglądają na siebie niepewnie. Oni coś zrobili ja to wiem.
- No bo… - zaczyna Matt.
- Masz randkę – kończy na niego Nash. Patrzę na nich jak na idiotów.
- Co mam? – pytam. To jakiś kawał, prawda?
- Umówiliśmy cię na randkę z tą dziewczyną ze szpitala z Chelsea. Pamiętasz ją prawda – kiwam głową.
- Nie idę. – Mówię i odwracam się do nich z zamiarem wrócenie do domu. Matt łapię mnie za ramię i odwraca w swoją stronę.
- Proszę cię, tylko jedno spotkanie – mówi.
- Dlaczego wy kurwa chcecie na siłę mnie uszczęśliwić? – Pytam i patrzę na nich z mordem w oczach.
- Bo nie chcemy widzieć jak się staczasz – mówi Nash.
- I to według ciebie pomoże mi się nie stoczyć? – odwracam się do niego.
- Tak, według mnie tak. Musisz być pośród ludzi, a nie zamykasz się w domu – odpowiada.
- Jestem w śród ludzi, cały czas! – odkrzykuje.
- Proszę cię – drwi Nash. – W domu nie wychodzisz ze swojego pokoju, a w szpitalu się do nikogo nie odzywasz. – Nic nie odpowiadam tylko patrzę na niego z mordem w oczach. – Tylko jedno spotkanie, nie będziesz chciał się więcej z nią spotkać to nie będziemy naciskać – mówi.
- Dobra! – odpowiadam. – Jedno spotkanie nic więcej. – odwracam się do nich plecami i kieruje się w stronę kawiarni.


&


Znacie to uczucie gdy ktoś was próbuje na siłę uszczęśliwić? Kiepskie uczucie, prawda? Chyba nie muszę wam tego tłumaczyć jak poszła randka? Bo poszła źle. Co prawda ta Chelsea jest naprawdę miłą dziewczyną ale nie dla mnie. Niestety ale jakimś cudem Chelsea zna się z Taylor i coś czuje że tak szybko nie pozbędę się tej dziewczyny.
Wchodzę do szpitala i od razu kieruję na piętro na którym znajdują się salę szpitalne. Przed salą Avril siedzi jej matka. Spoglądam to na drzwi to na kobietę, kiedy zauważam że w sali, obok łóżka Avril siedzi jej ojciec. Postanawiam usiąść obok zgarbionej kobiety, która chyba nie zauważyła mojej osoby. Siadam na siedzeniu obok niej.
- Myślisz że się obudzi? – słyszę. Nie podniosła na mnie wzroku, dalej siedzi zgarbiona i patrzy na jakiś punkt na ziemi.
- Tak – odpowiadam krótko.
- A ja pomału zaczynam wątpić – mówi.
- Nie może pani tego zrobić – spoglądam na kobietę, która co jakiś czas pociera swój czerwony nos chusteczką.
- Nawet lekarze nie dają jej szans.
- Ale pani wiara może ją uzdrowić, wierzę że ona czuję naszą obecność i wie że jesteśmy tu z nią i modlimy się żeby do nas wróciła – kobieta podnosi na mnie wzrok i delikatnie się uśmiecha, po jej policzkach spływają łzy. Łapie mnie za dłoń i ściska.
- Dziękuje że jesteś tu dla niej…dla nas.


*


Wchodzę niepewnie do sali i siadam tuż przy jej łóżku. Łapię ją za dłoń i delikatnie całuje. Przyglądam się jej spokojnej twarzy. Wygląda jakby spała a nie walczyła o życie. Ta sytuacja pokazała mi jak krawędź między życiem a śmiercią jest bardzo cienka. Avril w tym momencie zwisa z krawędzi i to jest jej osobista walka czy będzie tak silna i się podźwignie czy puści krawędź i spadnie w przepaść. Po moich policzkach spływają łzy.
- Kocham Cię Avril – nachylam się i składam na jej ustach motyli pocałunek, odsuwam się trochę od jej twarzy, moja łza skapnęła na jej policzek, wycieram go palcem. – Walcz dla mnie słonko. Nie możesz mnie opuścić. Jesteś moim aniołkiem, a co ja zrobię bez swojego aniołka? – wybucham płaczem. 

piątek, 2 października 2015

Informacja, nowinka, wytłumaczenie

Okej, nie wiem jak zacząć. Może od początku, przepraszam jeżeli będzie trochę chaotycznie, ale mam nadzieje że się połapiecie. ;)

Pod ostatnim rozdziałem wspominałam, że myślę nad zakończeniem rozdziału. Taak. Właśnie. Podjęłam decyzję. Następny rozdział, który pojawi się na blogu, czyli rozdział 26 będzie ostatnim. Po tym rozdziale pojawi się również epilog, który może wyjaśnić parę spraw, a kilka innych może na przykład zostawić dalej nierozwiązanych.

Po epilogu pojawi się również ankieta na blogu, która będzie dotyczyła tego czy chcielibyście drugą część tego opowiadania, czy nie. Jeżeli będzie tak samo jak pod ankietą, która jest teraz, że nie ma ani jednego głosu, nie stworzę drugiej części. Zakończę swoją historię z Look for me! na tym etapie.

Jak już wcześniej wspominałam jestem z tą historią bardzo związana emocjonalnie. To opowiadanie było moim pierwszym prawdziwym opowiadaniem za które wzięłam się tak poważnie. Wiem, mam nadzieje że Wy mi wybaczycie jak również moi bliscy, którzy czytają tego bloga, a nie znają jeszcze mojego postanowienia.  Jeżeli ktoś chcę mnie zabić za to, że kończę już to opowiadanie, nie martwcie się, moja przyjaciółka zrobi to za Was.

Niedowiarkom pokaże nawet już dowód, jak się deklaruje że to zrobi.




Mam nadzieję, że da mi chociaż dokończyć to opowiadanie. ;)
Przepraszam jeśli kogoś zawiodłam, oraz dziękuje że wytrwaliście ze mną tak długo.
A więc, do zobaczenia pod rozdziałem 26! ;) 

piątek, 25 września 2015

25

~Rozdział nie sprawdzony. 
Notka pod rozdziałem.
Miłego czytania!~

________________________________________



Patrzę  na kobietę błagalnym wzrokiem. Przecież kurwa chcę tylko numer do sali Avril, a nie numer do konta bankowego tej kobiety, wzdycham i próbuje znowu.
- Proszę mi powiedzieć w jakiej sali leży Avril MacGrey – próbuje, znowu. Podirytowana kobieta patrzy na mnie, znowu.
- Nie mogę, nie rozumie pan? – syczy, czuje że jakby wzrok mógł zabijać to już bym nie żył.
- To pani nie rozumie, że ta dziewczyna jest dla mnie bardzo ważna, proszę mi powiedzieć gdzie ona leży – mówię takim samym głosem jak ona przed chwilą odezwała się do mnie, jednak muszę się opanować bo wiem, że takim sposobem nie dostane tego czego chcę, a tylko pogorszę sytuację – proszę? – dodaje już milszym głosem.
- Powiedziałam panu, że nie mogę prawda? Proszę się uspokoić i odsunąć inaczej będę zmuszona wezwać ochronę – wzdycham zrezygnowany i odsuwam się od lady  bo nie chcę aby mnie stąd wyrzucili. Sięgam do kieszeni spodni w poszukiwaniu telefonu. Sprawdzam najpierw przednie kieszenie, potem tylne jednak telefonu nigdzie nie ma. No tak, zostawiłem go w domu. Przeklinam pod nosem i opieram się o ścianę, zjeżdżam po niej w dół, zakrywam sobie twarz dłońmi i siedzę w takiej pozycji, kilka minut? Może godzin? Nie jestem pewien.  Podnoszę głowę dopiero, kiedy słyszę jak ktoś nade mną wymawia moje imię. Spoglądam na tą osobę i widzę zapłakaną twarz Harrego. Cholera jasna, od razu podnoszę się i podchodzę do niego.
- Harry – mówię cicho, kiedy do niego podchodzę. On tylko kręci głową na „nie” i próbuje opanować płacz.
- Czemu tu siedzisz? – ledwo mówi- dzwoniłem przed chwilą do Taylor, ale powiedziała mi że wybiegłeś z domu jakiś czas temu, więc postanowiłem wyjść cię poszukać i proszę. Znajduję cię na dole w szpitalu – mówi i spogląda na mnie – czemu tu siedzisz?
- Przez tamtą babkę – mówię i wskazuję głową w kierunku kobiety, która nie chciała mi powiedzieć, gdzie leży Avril. Harry podąża wzrokiem w kierunku kobiety i spogląda na mnie niezrozumiale – Nie chciała mi powiedzieć  w której sali leży Avril – wyjaśniam na co Harry kiwa tylko głową. – Więc? – pytam, spogląda na mnie.
- Więc, co? – pyta.
- W której sali leży Avril? –Harry spuszcza wzrok i nie patrzy na mnie.
- Cameron – mówi, a jego głos jest ściszony, jakby szeptał – Avril leży na sali operacyjnej w tej chwili jest właśnie operowana – mówi, a po jego policzkach spływają łzy. Czuje jak do moich oczu też napływają łzy, jednak nie pozwalam, aby żadna wypłynęła. Odwracam się od Harrego i podchodzę do ściany. Opieram o nią głowę i przez chwilę tak stoję. Przez tego jebanego chuja mój aniołek jest teraz na stole operacyjnym. Uderzam ręką o ścianę na wspomnienie o Tonym, ten sukinsyn jeszcze mi zapłaci za to co zrobił Avril, ale teraz muszę się skupić na niej i dowiedzieć jak to się stało, że została potrącona przez tego gnoja. Odwracam się do Harrego. Patrzę na niego i widzę jak chłopak przede mną podupada psychicznie.
- Powiesz mi jak to się stało? – pytam niepewnie, chłopak kiwa głową na „tak” i przy okazji kiwa głową w kierunku drzwi wyjściowych.
- Ale proszę cię, wyjdźmy z tego przeklętego budynku. Czuje, że nie dam rady dłużej przebywać w tym pomieszczeniu – odpowiadam mu skinieniem głowy i oboje wychodzimy z budynku. Zatrzymujemy się dopiero w parku, który znajduje się niedaleko szpitala i siadamy na ławce. Spoglądam w niebo – jest spokojne, błękitne prawie bez żadnej chmury.
- To moja wina – słyszę obok siebie i spoglądam na chłopaka. –Siedzi  obok mnie, swoje ręce ma na nogach, a głowę schował w dłonie.
- Co masz na myśli? – pytam.
- To wszystko moja wina – powtarza, patrzę na niego i czekam aż powie coś jeszcze. Mija dłuższa chwila zanim Harry znowu się odzywa. – Gdybym na nią nie na skoczył, nic takiego by się nie stało – mówi, a ja słyszę jak pociąga nosem.
- Co masz na myśli? Harry powiedz mi – kładę swoją dłoń na jego ramię, aby nie czuł się samotny w tym wszystkim.
- Avril, przyszła dzisiaj do domu gdy rodziców jeszcze nie było – bierze głęboki oddech  i spogląda w niebo – zaczęliśmy się kłócić… powiedziałem o kilka słów za dużo – spogląda na mnie – później ona wybiegła, wybiegłem za nią, gdy stałem na ganku, widziałem jak Avril potrąca samochód który jechał z dużą prędkością. Rozumiesz Cameron?  Wszystko widziałem, widziałem jak upada, jak leży na tej drodze jak jej krew jest wszędzie, dosłownie wszędzie. Nawet nie wiedziałem z czego krwawi bo tak naprawdę była cała we krwi. To było straszne, moją małą siostrzyczkę ktoś potrącił i to przeze mnie – wyszeptuje ostatnie słowa, po czym milknie, nawet na mnie nie patrzy. Wiem, że przeżywa teraz straszne chwilę. Nawet nie chcę sobie wyobrażać jak wyglądał wtedy mój aniołek, chociaż wiem, że gdy ją zobaczę nie wytrzymam i po prostu się załamie.
- Dlaczego Avril wybiegła z domu? – po dłuższej chwili w końcu zadaje pytanie. Chłopak wzdycha i spogląda na mnie.
- Powiedziałem coś, za co teraz oddałbym prawie wszystko, aby cofnąć się w czasie i to cofnąć.
- A co dokładnie powiedziałeś? – pytam niepewnie, bo nie wiem czy chłopak mi odpowie.
- Wyzwałem ją, obraziłem, nie wiem jak to ująć co dokładnie powiedziałem, w każdym bądź razie powiedziałem coś,  za co teraz mam ochotę siebie spoliczkować, skrzywdzić – mówi. Siedzimy w ciszy, aż do momentu kiedy komórka Harrego nie zaczyna dzwonić. Wyjmuje ją z kieszeni swoich spodni, kiedy spogląda na ekran od razu podnosi się z ławki, i przejeżdża palcem po ekranie.


 - Co? Co się dzieje? – mówi spanikowany, od razu po odebraniu. Nie wiem, co mówi druga osoba bo tego nie słyszę, a z miny Harrego nie mogę nic wyczytać.
- Dobrze, zaraz będę – słyszę jak Harry mówi, spoglądam na niego.



Chłopak stoi parę metrów ode mnie, spogląda na mnie.
- Operacja Avril się skończyła, właśnie przenieśli ją na OIOM – nie musi mówić nic więcej, gdy to słyszę od razu podnoszę się na nogi, kiwam głową do Harrego i oboje ruszamy w kierunku szpitala.



&



Wbiegamy do szpitala i od razu kierujemy się w stronę OIOM-u, tak właściwie, to Harry cały czas mnie prowadzi bo nigdy tu nie byłem. Zatrzymujemy się dopiero przy rodzicach Avril i Harrego. Jej matka jest w fatalnym stanie, siedzi na tym krzesełku, cała roztrzęsiona, jej ramiona drgają w spazmach płaczu. Jej mąż może trzyma się lepiej fizycznie, ale na pewno nie psychicznie. Mogę zobaczyć to jak cierpi. Harry podbiega do swoich rodziców i kuca przy swojej mamie. Bierze ją w ramiona i co jakiś czas kołyszę ją to w przód to w tył. Podchodzę trochę niepewnie do nich. Mam wrażenie, że nie pasuje do tego obrazka, jednak ja cierpię tak samo jak oni. Nie umiem opowiadać o swoich uczuciach, ani ich okazywać, także mogą mieć wrażenie, że nic nie czuje.  Staje niedaleko Harrego, chłopak odsuwa od siebie matkę na wyciągnięcie rąk i patrzy na nią uważnie.
- Co powiedzieli lekarze? – pyta, a jego głos łamie się w pół słowa. Nikt nie odpowiada, panuje cisza.
- Jest … w śpiączce – ledwo mówi ojciec Avril – nie wiadomo czy się w ogóle obudzi – dodaje i dopiero wtedy wszystko w nim pęka. Dorosły mężczyzna rozkleił się jak małe dziecko. Ze mną też nie jest najlepiej, kiedy to usłyszałem, świat zakręcił mi się, musiałem usiąść bo gdybym tego nie zrobił mam wrażenie że upadł bym. Siadam na niewygodne krzesło szpitalne, głowę chowam w dłoniach.
- Jak to nie wiadomo czy się obudzi? – słyszę głos Harrego.
- Lekarz powiedział, że gdy przyjechali z nią do szpitala była w stanie krytycznym i że podczas operacji straciła dużo krwi, więc nie mogli zrobić wszystkie co mieli, wprowadzili ją w jakąś śpiączkę i powiedzieli że wybudzenie się z niej zależy tylko od Avril – słyszę jak kobieta, płaczę oraz plącze się w swoich słowach. Wstaje z tego niewygodnego krzesła, ze łzami w oczach patrzę na rodziców mojego aniołka, oraz jej brata.
- Czy mogę do niej iść? – pytam, mój głos nie jest moim głosem, jest taki słaby.
- Tak… ale musisz założyć ten fartuch … i nie możesz siedzieć tam długo – mówi ojciec Harrego, kiwam tylko głową na znak że rozumiem i podchodzę do stojaka na którym wiszą  te fartuchy.


Otwieram niepewnie drzwi, stawiam niepewnie krok i wchodzę do pomieszczenia. Rozglądam się po sali, w której znajduje się kilka łóżek, prawie na każdym łóżku ktoś leży, podpięty do tych głośnych maszyn. Rozglądam się w poszukiwaniu mojego małego aniołka, w końcu ją dostrzegam. Łóżko ma przy oknie, gdzie promienie słońca oświetlają jej twarz. Biorę głęboki oddech i podchodzę do jej łóżka. Z każdym krokiem kiedy zbliżam się do niej do moich oczu napływa coraz więcej łez, kiedy stoję przy jej łóżku, płaczę jak małe dziecko. Avril, moja mała kruszynka jest cała w siniakach i  ranach. Jej twarz wygląda jak jeden wielki siniak, oczy ma opuchnięte, całą lewą rękę ma w bandażu, a na prawej gdzieniegdzie znajdują się opatrunki. Nie wiem jak z resztą jej ciała i w sumie nie chcę tego widzieć, bo czuje że nie dałbym rady tego przetrzymać. Kucam przy jej łóżku, łapię ją za dłoń i spoglądam na nią.
- Przepraszam kochanie – mówię – to wszystko moja wina – biorę głęboki oddech – gdybym nie wypuścił, nie pozwolił ci wyjść ode mnie z domu, nic by ci się nie stało – chowam twarz w pościeli którą jest przykryta.

- Obiecuje ci kochanie, że ten sukinsyn zapłaci za to co ci zrobił – całuję ją z łzami w oczach w czoło i wychodzę z jej sali. 

___________________________________


Po długiej nieobecności w końcu wracam! Aż nie mogę uwierzyć, że ostatni rozdział dodałam tutaj w wakacje. -.- Nie martwcie się już się za to zbeształam. 

Okej, a więc tak, przejdźmy do rzeczy. Kochani stworzyłam zakładkę Nowe Rozdziały, ponieważ tam będę publikować kiedy pojawi się nowy rozdział. Datę będę tam dopiero zapisywać, jak będę miała napisany przynajmniej w połowie rozdział. 

Druga sprawa, na blogu jest ankieta i miałabym do Was prośbę, wypełnijcie ją, to nie zajmie Wam długo, a dla mnie jest to naprawdę ważne. 

Trzecia sprawa, myślę nad zakończeniem już tej historii, nie jest to dla mnie łatwa sprawa bo jestem z tym opowiadaniem, związana jakoś emocjonalnie i w ogóle tego bloga piszę już ponad rok, więc jeszcze nie wiem, ale chciałam Was o tym powiadomić po prostu. 

Czwarta sprawa, najszybciej rozdział pojawi się teraz na AFA więc zapraszam tam!

No i co, jak już wspominałam rozdziały nie będą się teraz pojawiać tak często jak w wakacje, ale na pewno pojawiać się będą! 
No to ja się z Wami żegnam, życzę Wam powodzenia w szkole/pracy i do następnego! ^,^ 

niedziela, 30 sierpnia 2015

24

Okej, a więc zacznę może od tego, że ten rozdział jest 
dla mojej przyjaciółki. <3 Obiecałam, a więc jest.
I skoro mam już pewność, że to czytasz to chciałam Ci 
podziękować za to, że zawsze jesteś, wspierasz mnie w trudnych 
sytuacjach, a nawet chciałaś w tamtym roku szkolnym pobić 
nauczyciela gdyby się do mnie czepiał. Dziękuję. <3
Dziękuję Ci również za to, że zawsze mnie mobilizujesz do 
pisania nowych rozdziałów, także proszę Państwa większość 
rozdziałów to jej zasługa, bo po prostu ja mam lenia, a wtedy 
pojawia się Ona, no i wtedy muszę. ;D Jest wiele, rzeczy za które
chcę Ci podziękować, ale nie chcę tu przedłużać i zanudzać innych, więc na 
tym skończę. Dziękuje Ci jeszcze raz.



Miłego czytania! 
I notka pod rozdziałem.
_________________________________________________________


~POV CAMERON ~



Telefon wypada mi z ręki i z hukiem spada na podłogę. Skąd ona go zna? Dlaczego z nim była na imprezie? Przez moją głowę ciągle przebiegają te pytania. Kucam i łapię się za końcówki włosów przy okazji ciągnąc za nie. Siedzę w takiej pozycji parę minut dopóki w domu nie rozlega się dźwięk dzwonka do drzwi. Wstaję niechętnie i z moimi odległymi myślami kieruje się w stronę drzwi. Gdy otwieram drzwi i zauważam, że naprzeciwko mnie stoi Avril moje myśli od razu wracają. Mam ochotę na nią na krzyczeć za to, że jest tak nie odpowiedzialna i zadaje się z takim człowiekiem jaki jest Tony, ale z drugiej strony mam ochotę wziąć ją w ramiona i już nigdy nie puścić. Kurwa mam taką ochotę to zrobić.
- Dlaczego rozmawiałeś z Harrym? Co mu powiedziałeś? – słyszę od razu, gdy mnie zauważyła. Kiedy nie odpowiadam od razu i po prostu stoję, patrząc się na nią, widzę jak dziewczyna zaczyna się denerwować podchodzi do mnie i palcem wskazującym uderza mnie w klatkę piersiową  - co mu powiedziałeś do cholery jasnej Cameron? – jejku, jak pięknie brzmi moje imię w jej ustach.
- Gdzie wczoraj byłaś? – zadaje pytanie, co najwyraźniej ją zaskoczyło bo widzę zdezorientowanie w jej oczach i naglę przestaje mnie bić.
- Co? – pyta patrząc w moje oczy.
- Spytałem, gdzie wczoraj byłaś? – powtarzam pytanie, dokładnie przyglądając się jej twarzy. Nic się nie zmieniała, pomimo że nie widzieliśmy się raptem dzień może trochę więcej tak bardzo się za nią stęskniłem.
- To akurat, nie powinno cię obchodzić – mówi groźnie. Widzę, że moje pytanie ją zdenerwowało, ale akurat w tym momencie mnie to nie obchodzi, chcę wiedzieć dlaczego była wczoraj na dyskotece z Tonym i się tego dowiem – po prostu odpowiedz na moje pytanie, tylko tego chcę – dodaje po chwili ciszy.
-Wejdź do domu, nie będę rozmawiał z tobą przez próg – mówię i odsuwam się, aby mogła koło mnie przejść swobodnie. Patrzę jak dziewczyna nie wie z początku co ma zrobić, widzę jak toczy ze sobą wewnętrzną walkę, jednak po chwili przechodzi koło mnie i staje niedaleko, czekając aż dalej ją poprowadzę.
- Chodźmy do salonu – przechodzę koło niej i łapię ją za rękę, jednak ta wyrywa mi się szybko i idzie za mną.
- Dobrze, a teraz wyjaśnij mi dlaczego spotkałeś się z Harrym i co mu powiedziałeś – mówi od razu kiedy znajdujemy się w salonie.
-Dobrze, ale tylko pod warunkiem, że ty później odpowiesz na moje pytania – mówię, dziewczyna przygląda mi się uważnie, a po chwili wzdycha.
- Zobaczę, a teraz odpowiedz – nie patrzy na mnie, spogląda na ziemię, ja natomiast kiwam głową mimo iż wiem, że nie może tego zauważyć.
- Dobrze – zaczynam – Harry zadzwonił do mnie ostatnio, aby mi powiedzieć że jest już w domu i tak od słowa do słowa doszło do tego, że dowiedział się że nie jesteśmy już razem – mówię, a na słowa, razem, robię charakterystyczny znak rękoma.
- Dlaczego utrzymujecie ze sobą kontakt? – pyta spoglądając na mnie. Wzdycham. Nie chcę jej o tym powiedzieć, naprawdę nie chcę. – Cameron? Dlaczego utrzymujecie ze sobą kontakt? – powtarza pytanie, a ja widzę jak zaczyna się niecierpliwić.
- Bo – przerywam i spoglądam w jej oczy. Widzę jak pogania mnie wzrokiem, spuszczam wzrok i patrzę na dywan w salonie.
- Cameron, kurwa powiedz to! – krzyczy.
- Pamiętasz dzień zakładu? Wtedy kiedy zaczęliśmy się „spotykać”? – kiwa głową na znak, że pamięta – no właśnie w ten dzień powiedziałaś mi, że Harry, chcę się ze mną spotkać i gdy poszedłem do niego rozmawialiśmy. Bardzo długo rozmawialiśmy – przerywam, aby przypomnieć sobie tamten dzień.
- I? – pyta, kiedy przez dłużą chwilę nic nie mówiłem.
- I muszę ci powiedzieć, że twój brat jest dobrym obserwatorem. Od razu zauważył, że mi się podobasz – przerywam i spoglądam na nią, jednak jej twarz nie wyraża żadnych emocji – i tak właściwie to razem wymyśliliśmy ten zakład – dodaje już ciszej.
- Co? – pyta Avril – chcesz mi kurwa powiedzieć, że mój brat sam to wymyślił? Żartujesz sobie ze mnie, prawda? Żartujesz sobie kurwa ze mnie Cameron – Avril, zaczyna chodzić w kółko po pokoju, przeczesuje dłonią włosy i spogląda na mnie. Kiedy widzę jak spogląda na mnie wzrokiem, który prosi abym powiedział jej, że to wszystko to jednak jakiś żart, ja kręcę głową na „tak, to prawda”. Dziewczyna kręci głową na „nie” i widzę jak z jej oczu zaczynają lecieć łzy. Świetnie, kurwa świetnie. Kiedy chcę do niej podejść ona kręci przecząco głową i wystawia przed siebie ręce – nawet kurwa nie próbuj do mnie podchodzić – mówi a ja słyszę jak jej głos się załamuje. Avril odwraca się do mnie plecami i idzie w kierunku drzwi, idę za nią – żegnaj Cameron – mówi nawet nie odwracając się do mnie. Zamyka za sobą drzwi a ja uderzam ręką w ścianę.
- Kurwa! – krzyczę.



~POV AVRIL ~




Nie wierzę, że mój brat, mógł mi zrobić coś takiego, a potem najzwyczajniej w świecie udał, że o niczym nie wiem. Może dla innych to by nie miało, żadnego znaczenia, jednak dla mnie ma, bo my nigdy siebie nie okłamywaliśmy. A ty co robisz od kilku dni? Okłamujesz. Nie, ja wcale go nie okłamuje, ja po prostu nie mówię mu wszystkiego. Wbiegam do domu, całe szczęście rodziców  jeszcze nie ma w domu. Co znaczy, że nie będą światkami kłótni, która zaraz się tutaj odbędzie. Wbiegam do kuchni w której znajduje się Harry, jest zdezorientowany kiedy mnie widzi. Prawdopodobnie jest to spowodowane tym, że jestem roztrzęsiona, z moich oczu płyną łzy i wyglądam jak gówno. Widzę jak Harry próbuje do mnie podejść i mnie przytulić, jednak kiedy to zauważam robię automatycznie krok do tyłu. Patrzy na mnie zdziwiony, a ja wybucham.
- Jak mogłeś mnie tak okłamać? Jak mogłeś mi to zrobić? – pytam.
- Ale co?
- Nie udawaj, że nie wiesz – parskam – dlaczego nie powiedziałeś mi, że to był twój pomysł z tym zakładem? Dlaczego mi kurwa tego nie powiedziałeś? – pytam, a do moich oczu znowu napływają łzy. Spoglądam na Harrego mimo  iż widzę go rozmazanego, wiem, że on już zrozumiał o czym mówię.
- Posłuchaj mnie Avril – zaczyna a ja od razu mu przerywam.
- Nie, powiedz mi dlaczego mi kurwa tego wcześniej nie powiedziałeś i mnie okłamałeś – krzyczę.
- Dobrze, a więc ty mi powiedz gdzie się szlajasz nocami? Myślisz że nie zauważyłem, że się wczoraj gdzieś wymknęłaś? – zaczyna na mnie krzyczeć – och, no tak i powiedz mi jeszcze gdzie byłaś w noc kiedy zerwałaś z Cameronem! – kiedy to słyszę mój świat zaczyna się kręcić, robię krok do tyłu. – No kurwa mi powiedz! Gdzie byłaś! No co? Znalazłaś sobie jakiegoś innego fagasa? – kiedy to słyszę, wybucham histerycznym płaczem. – Przestań ryczeć, ile razy masz zamiar jeszcze to robić? To już się zaczyna robić nudne! – w dalszym ciągu na mnie krzyczy.
- Myślałam, że jesteś moim bratem, ale najwidoczniej się myliłam – ledwo mówię, po czym wybiegam z domu. Nic nie widzę, łzy zamazują wszystko co jest wokół mnie, ostatnie co słyszę to dźwięk klaksonu i czyjeś krzyki. A potem? Potem jest już ciemność.





~ POV CAMERON ~




Od wyjścia Avril z mojego domu minęła już jakaś godzina, w tym czasie zdążyła wrócić Taylor do domu, jednak nie widziałem się z nią, bo od wyjścia Avril zamknąłem się w swoim pokoju. Wyłączyłem telefon i po prostu leżę. Chciałem oczyścić umysł i uciec od tego wszystkiego, ale nie umiem. Cały czas odtwarzam sytuację z dzisiaj, to co jej powiedziałem. Mogłem się powstrzymać, ale nie bo kurwa oczywiście Pan Cameron wie lepiej i musiał powiedzieć jej o wszystkim. Przeczesuje ręką twarz, kiedy do moich drzwi ktoś zaczyna się dobijać, patrzę na nie.
- Cameron otwórz! – słyszę głos Taylor.
- Taylor, proszę, nie mam ochoty na rozmowę dzisiaj – mówię.
- Kurwa Cameron dzwonił do mnie Harry, bo nie może się do ciebie dodzwonić – Harry dzwonił. Pewnie jest na mnie wściekły, że powiedziałem Avril o zakładzie.
- Tak, wiem Taylor co chcesz mi powiedzieć – mówię otwierając przy okazji drzwi do pokoju i stając przed Taylor. Ona spogląda na mnie zszokowana.
- Wiesz? – pyta.
- Tak wiem – potakuje.
- Więc co ty robisz w domu? – pyta, a ja nie wiem o co jej chodzi.
- A co mam robić? – pytam i spoglądam na nią – Prawdopodobnie Harry nie chcę mnie teraz widzieć, o Avril już nawet nie wspomnę, a z chłopakami…. – przerywa mi.
- Czekaj, czekaj, bo ja tu czegoś nie rozumiem. O czym ty mówisz? – patrzy na mnie uważnie. Teraz prawdopodobnie ja wyglądam jak debil.
- No jak to o czym? Harry dzwonił do ciebie, aby powiedzieć ci, że jest na mnie wkurwiony, tak? – ona kręci głową na nie, a w jej oczach pojawiają się łzy.
- Kurwa Cameron, Harry dzwonił do mnie, bo nie mógł się do ciebie dodzwonić – zaczyna płakać, a ja kurwa nie wiem o co chodzi. Patrzę na nią i czekam na dalszy ciąg jej wypowiedzi, jednak nie doczekuje się go zbyt szybko.
- Taylor, co się stało? – pytam i palcem wskazującym podnoszę jej podbródek aby spojrzała na mnie. Kiedy to robi widzę jej zagubione spojrzenie.
- Cameron, Avril jest w szpitalu – chlipie – potrącił ją samochód, a jej stan jest krytyczny – płaczę, a ja wybiegam z domu.  W tym momencie nic mnie nie interesuje, chcę po prostu jak najszybciej być przy Avril. Zatrzymuje się jednak przed swoim domem, kiedy na ulicy zauważam pełno policji, krew i lekko wgnieciony samochód. Czuje jak moje wnętrzności robią fikołki, a potem podchodzą mi do gardła. W moich oczach pojawiają się łzy i tylko silną wolą powstrzymuje to, aby nie zwymiotować. Robię kilka kroków w przód, lecz kiedy z każdym krokiem zaczynam zbliżać się do miejsca w którym Avril została potrącona, najzwyczajniej w świecie zaczyna płakać. Zatrzymuje się przy samochodzie, który potrącił Avril i co jest najśmieszniejsze? Żaden z policjantów mnie nie zauważył. Idioci. Oglądam się wokół siebie i w końcu go zauważam, stoi i tłumaczy się policjantowi. Kiedy wymachuje gorączkowo rękoma i kręci głową w różne strony, poznaje go. Tony.  Jebany Tony potrącił Avril. Czuje jak krew mi się gotuje. Czuje napływ adrenaliny i  rzucam się na nieświadomego jeszcze chłopaka.
- Ty sukinsynu! – krzyczę i uderzam chłopaka w brzuch tak, że zgina się w pół, po chwili czuje jak kogoś silne ręce odciągają mnie od tego jebanego chuja Tony’ego. Próbuje się wyrwać jednak na daremno.
- Uspokój się! – słyszę za sobą najprawdopodobniej głos policjanta, jednak ja go olewam i całą swoją uwagę skupiam na Tony’m.
- Jak mogłeś? Jak mogłeś ty jebany kutasie? – krzyczę nie zwracając uwagi na to, że wszyscy się nam przyglądają. Tony nic nie odpowiada, a jedynie się na mnie patrzy. Nie wiem, czy wzrok mi się psuje czy co, ale mam wrażenie jakby na jego twarzy pojawił się ledwo widoczny cwaniacki uśmiech, gdy na mnie patrzy. Tak ma rację, to naprawdę bardzo zabawny widok, patrzeć na osobę, która łamie się psychicznie.
- Uspokój się – słyszę znowu za sobą. – Mike! Zabierz tego chłopaka na bok – słyszę jak policjant za mną woła jak mniemam innego policjanta, ale szczerze powiedziawszy gówno mnie teraz to obchodzi że mogę mieć jakieś problemy. Mam ochotę skopać temu gnojkowi dupę. Czuje jak policjant trzymający mnie, przekazuje mnie drugiemu i każe mnie zabrać od Tony’ego jak najdalej. Policjant zabiera mnie do radiowozu i każe usiąść. Przygląda mi się uważnie. Odwzajemniam jego wzrok.
- Mogę wiedzieć czemu uderzyłeś tego chłopaka? – patrzę na niego jak na idiotę.
- Serio? – pytam niedowierzając.
- Mhm, czyli mam rozumieć, że ta dziewczyna którą on potrącił – wskazuję palcem za radiowóz w kierunku tego chuja – była dla ciebie kimś bliskim, tak? – przygląda mi się uważnie. Kiwam głową na „tak”.
- Taak – wzdycham –była, a właściwie jest moją… - zastanawiam się chwilę czy mogę użyć tego słowa – jest moją dziewczyną –kończę po chwili.
Policjant kiwa tylko głową na znak że rozumie i siedzimy chwilę w ciszy.
- Czy coś mi grozi? Znaczy jakiś mandat czy coś? – pytam i spoglądam na policjanta, na co ten się tylko uśmiecha.
- Właściwie to powinieneś dostać mandat, ale że jestem bardzo wyrozumiały – uśmiecha się do mnie – i gdybym postawił się w twojej sytuacji to pewnie postąpiłbym tak samo – wzdycha – dlatego dam ci tylko upomnienie – mówi  a na mojej twarzy pojawia się cień uśmiechu.
- Dziękuje – mówię po chwili.
- Nie ma sprawy – mówi Mike. -  A tak właściwie to nie powinieneś być teraz w szpitalu przy swojej dziewczynie? – pyta i spogląda na mnie. A ja momentalnie mam ochotę uderzyć się w twarz, że jeszcze tego nie zrobiłem.
- Tak, masz  rację – mówię wychodząc z radiowozu – dzięki – rzucam i zaczynam iść, jednak szybko zawracam do radiowozu – a tak właściwie – nachylam się w kierunku policjanta – wiesz może do jakiego szpitala ją zawieźli? – spoglądam na niego uważnie. On tylko parska śmiechem.
- Podobno jesteś jej chłopakiem? – przygląda się mi, a ja tylko wzruszam ramionami.
- To skomplikowane – ucinam.
- Zabrali ją do szpitala, który znajduje się dwie ulice dalej – tłumaczy.
- Dzięki, jeszcze raz – rzucam przez ramię i zaczynam biec do szpitala.




&



Wbiegam do szpitala i od razu podbiegam do recepcji.
- Avril MacGrey – mówię od razu kiedy znajduję się przy ladzie – została potrącona przez samochód, podobno ją tu przywieźli – tłumaczę szybko. Kobieta siedząca za ladą spogląda na mnie krytycznym wzrokiem.
- Jest pan z rodziny? – pyta. Cholera.
- Nie, ale jestem jej chłopakiem – mówię.

- Przykro mi informacji udzielamy tylko rodzinie. Nie mogę pana wpuścić. 


__________________________________________________________

Co do rozdziału to mi osobiście się podoba. Nie jestem jeszcze dobra w pisaniu właśnie takich dram, bo wiem że niektóre wątki mogłam bardziej rozwinąć, no ale następnym razem będzie lepiej. Nie? Musi być! 

Pod ostatnim rozdziałem dostałam komentarz w którym dziewczyna poleciła mi swojego bloga. Za co jej naprawdę dziękuję bo blog okazał się świetny i naprawdę mogę go polecać osobom które lubią czytać fanfiction o tematyce Naruto. :) Dlatego jeżeli ktoś chcę tutaj zostawić linka do swojego bloga, to jak najbardziej róbcie to a na pewno zajrzę i zostawię po sobie ślad w postaci komentarza. ;) 

Teraz może, trochę "smutniejsza" informacja. Kończą się nam wakacje, zaczyna rok szkolny. Jako że zaczynam ostatnią klasę gimnazjum, chcę się skupić bardziej na nauce, testach. Ale oczywiście nie oznacza to, że nie będę pisać. Będę! Uzależniłam się od tego i właśnie to mnie odpręża, więc robić to będę dalej, ale na pewno nie tak często jak dotychczas. Jak wiecie, albo i nie, mam jeszcze jednego bloga Angels, Fallen Angels..... i rozdziały piszę tutaj na zmianę, czyli najszybciej teraz pojawi się rozdział właśnie na AFA

Mam nadzieje, że wytrwacie i mnie nie opuścicie. Powodzenia we wtorek Wam życzę!